niedziela 05 lutego 2012 imieniny:
poniedziałek 31 maja 2010 17:00:18

Święto CRR w Bochni to dobra okazja by napisać kilka słów o tej dziedzinie ludzkiej działalności która jest dla niego jedną z najważniejszych. Problem polega na tym, że w dyskusji o rzemiośle, a co za tym idzie i prywatnej działalności oraz przedsiębiorczości pomija się pewne najbardziej istotne zagadnienia, milczy się o innych lub wskazuje się na te które akurat przedsiębiorczości szkodzą.
Rzemieślnicy i przedsiębiorcy to nikt inny jak po prostu kapitaliści. Kapitaliści i Ci mali od szewca czy fryzjera po tych wielkich zatrudniających setki czy tysiące osób. I choć tych drugich trudno zaliczyć do rzemiosła to jednak należą do ludzi którzy niejednokrotnie od drobnego rzemiosła i małej przedsiębiorczości zaczynali. Stanowią oni tak naprawdę sól naszej ziemi. Można powiedzieć, że to ludzie najbardziej uczciwie pracujący i najbardziej uczciwie zarabiający (pomijając oczywiście nomenklaturę i szczególne przypadki w czasie tzw. transformacji ustrojowej, gdzie wielu komunistycznych cwaniaczków dorabiało się nieuczciwe). To ludzie którzy utrzymują się z pracy własnych rąk czy z pracy własnego umysłu. Nie żyjący z pieniędzy innych – jak np. urzędnicy, politycy czy biurokraci, którzy często wykonują pracę niepotrzebną, wirtualną lub często utrudniającą życie tym którzy przecież na ich utrzymanie płacą podatki. To dzięki ich wysiłkowi – niejednokrotnie ciężkiej pracy – funkcjonują usługi, produkcja czy handel. Dzięki nim inni ludzie – mniej zaradni – mają pracę. Gdyby nie ludzie pomysłowi, pracowici i zaradni i tym samym w dużej mierze bogaci inni nie mieliby z czego żyć gdyż kto zapewniłby im kapitał potrzebny do uruchomienia działalności gospodarczej, pomysły na tą działalność czy wytrwałość w konkurencji i utrzymywaniu jakości? Można powiedzieć, że pracowitość ma także zakorzenienie w Bibli. Tu jak najbardziej na miejscu będzie przypomnienie jej słów – "Kto nie chce pracować niech też i nie je" - II List Pawła Apostoła do Tesaloniczan, a także tego, że sam św. Józef był cieślą i z pewnością nie pracował w państwowym zakładzie czy za biurkiem lecz prowadził działalność na własną rękę.
Nie da się ukryć, że obecne czasy dla przedsiębiorczości są złe. Tak jak w niedawnym PRLu czyli komunie każdy rodzaj działalności prywatnej był tępiony i każdy kto się na nią porwał był nazywany spekulantem, kułakiem, badylarzem, cinkciarzem czy obrzydłym prywaciarzem któremu starano się dołożyć taki domiar by nie mógł dobrze złapać zakrętu. W bagażniku nie można było nawet przewieść mięsa ze świni własnego uboju. Także dziś ludzie przedsiębiorczy są szykanowani i traktowani jak podrzędna klasa ludzi. I ma to wymiar nie tylko w olbrzymich obciążeniach podatkowych (jeden z najwyższych VAT-ów w Europie, akcyzie – w benzynie podatek sięga 50% czy zabójczym dla mniejszych ZUS-ie) ale także z zupełnym ignoranctwem ze strony polityków – tych samych którzy rządzą państwem polskim od kilkudziesięciu lat. Niestety obecni na uroczystości posłowie oraz przedstawiciele PiS czy PO nie mają się tu czym pochwalić. Ciężko zarobione przez przedsiębiorców pieniądze płacone w podatkach do kasy państwa są źle zarządzane. Dość wspomnieć coroczny dług i manko w budżecie centralnym – ostatni rok ok. 52 mld zł. Dług publiczny z tego powodu szybuje już w okolice 700 mld zł, co z pewnością odbije się na zwiększonym opodatkowaniu przedsiębiorczości w przyszłości. Dość nadmienić, że powiększa się on o 3 tys. zł na jedną sekundę. To tym politykom zawdzięczamy to, że z Polski uciekło do innych krajów prawie 2 mln najbardziej pracowitych ludzi, to im zawdzięczamy to, że w rankingach wolnej działalności gospodarczej plasujemy się w tym roku na 71 miejscu na 179 państw. Według raportu (Index of Economic Freedom 2010) lepsze warunki dla przedsiębiorczości są prawie we wszystkich innych krajach Europy oraz np. w Malezji, Kolumbii, Albanii, Peru czy Botswanie. To im zawdzięczamy to, że koszty pracy w Polsce sięgają ponad 70% i dlatego nie opłaca się zatrudniać pracowników, a szara strefa według ostrożnych szacunków oscyluje w graniach 30% i w końcu to Ci sami politycy razem z poprzednikami starego systemu komuny wepchnęli nas w objęcia biurokratycznego potwora jakim jest bankrutująca powoli Unia Europejska, której polityka zagraża naszej działalności rynkowej.
Przykłady na to można mnożyć. Dobrze się stało, że jeden z zaproszonych polityków wspomniał o zagrażającym nam zalewie towarów z Chin. Miał pretensje, że Chiny produkują tak tanio, stosując nieuczciwe metody – tak można było tą wypowiedź zrozumieć. Szkoda, że nie padło pytanie odwrotne – dlaczego my produkujemy tak drogo i kto wpuszcza na nasz rynek towary z Chin? Nie padło ani takie pytanie ani, co zrozumiałe, odpowiedź na nie. Paść nie mogło bo winna takiemu stanowi rzeczy jest polityka Unii Europejskiej, którą chełbią wszyscy po kolei – od biskupa po posła. Trzeba najwyraźniej jeszcze raz przypomnieć, że nasze granice są granicami Unii Europejskiej, a to co znajdzie się na naszym rynku jest zadecydowane w Brukseli a nie w Warszawie. A do wstąpienia do Unii namawiała nas cała lewicowa strona polityczna od SLD poprzez PO do PiS. W Warszawie odbywa się tylko posłusznie zatwierdzane dyrektyw brukselskich.
Przypomnieć należy, że Chiny zalały nasz rynek decyzją Komisji Europejskiej, a sama Unia działa przecież w dużej mierze pod naciskiem silnego lobby przemysłowego. Niestety, lobby to nie reprezentuje naszego kraju. Unia realizując obietnicę otwarcia rynku dla tanich zabawek, butów czy ubrań z Chin dostała możliwość podpisania z tym państwem bardzo intratnych kontraktów przemysłowych. Ale na nich skorzystają tylko duże kraje przemysłowe np. Niemcy czy Wielka Brytania. Im taki kontrakt nie zagraża gdyż drobny przemysł tekstylny prawie zniknął a napływ chińskich towarów nie zagraża ich producentom. Funkcjonują tu bowiem renomowane marki jak Adidas, Nike czy Puma, którym nikt nie zagrozi. Drobny niemarkowy przemysł w dużych krajach prawie nie istnieje. Inaczej jest w Polsce. Zalew tanich skarpetek czy ubrań może wykończyć lokalnych drobnych producentów i to skutecznie robi. Ale tym komisja Europejska się już nie zajmuje. My mieliśmy możliwość zgłoszenia klauzuli chroniącej nasz rynek. Nic takiego jednak najwyraźniej nie miało miejsca skoro metki z napisem Made in China są wszechobecne od tekstyliów po śrubokręty.
Ale by było ciekawiej podajmy i inny przykład by dopełnić dyskusji o polskiej przedsiębiorczości. Przykładem niech będzie polski przemysł cukrowy. Zanim wstąpiliśmy do Unijnej Wspólnoty Polska była potentatem cukrowym. Działało u nas 76 cukrowni, co nie tylko zaspakajało nasz rynek ale pozwalało także na duży eksport. Nasi fachowcy budowali cukrownie po całym świecie. Wystarczyły 4 lata w unijnym kołchozie i z potentata cukrowego Polska stała się krajem gdzie ... cukru brakuje. Dlatego w niedawnych latach cena wahała się dochodząc nawet do 4 zł. Z 76 działających u nas cukrowni w ramach tzw. unijnej wspólnej polityki rolnej zamknięto 57. Stało się tak pod naciskiem komisarz ds. rolnictwa Mariann Fischer Boel. Efekt jest taki jak powyżej - niedobory cukru i konieczność kupowania go od zachodnich koncernów, głównie z Niemiec i Francji – oczywiście drożej.
W dyskusji o polskiej przedsiębiorczości brakuje właśnie uczciwego postawienia sprawy i powiedzenie wprost gdzie leżą jej bolączki. Nie dość, że każdy rząd po kolei polską przedsiębiorczość wyzyskuje i niszczy to dopełnia tego jeszcze biurokratyczna, socjalna i centralnie sterowana polityka Unii. Gdyby nie to Polska byłaby krajem kwitnącym ekonomicznie z PKB oscylującym przez dłuższy czas w granicach 7-10%. Mimo jednak rządów etatystów, socjalistów czy biurokratów których doświadczaliśmy przez ostatnie 20 lat jeszcze jakoś udaje się nam działać.
Paweł Wieciech
Komentarze użytkowników
Czasbocheński nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo, naruszajace dobra osób trzecich lub wypowiedzi prawem chronione mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
2010-09-19 18:59:23