niedziela 05 lutego 2012 imieniny:
sobota 01 sierpnia 2009 10:27:07
Jakie to uczucie kochać, być kochanym, żyć planami na przyszłość, realizować swe zamierzenia w towarzystwie sprawdzonych przyjaciół? Gdy ma się dwadzieścia lat nieważne jest co było, ani co będzie, żyje się tu i teraz.
Oni byli dokładnie tacy sami: kochali i byli kochani, pokończyli szkoły, zdali maturę, chcieli żyć dla kraju, pomagać mu, w myśl hasła „nie żyje się z Ojczyzny, ale dla Ojczyzny”. Pewnie zostaliby inżynierami, lekarzami, cenionymi naukowcami… ale nie zdążyli.
Nikt ich nie pytał o ich własne plany. Zmiażdżył ich walec historii, ta bezrozumna maszyna, kierująca się sobie tylko znanymi trajektoriami. Szli jak kamienie na szaniec z głęboką wiarą, że warto uczynić z siebie ofiarny stos. Czy było warto?
Jest taka mogiła, która dzisiaj, 1 sierpnia, przywodzi na myśl przykłady największego z możliwych poświęcenia w imię wyższych celów, to mogiła harcerskiego batalionu „Zośka” na warszawskich Powązkach. Leży ich tam kilkuset, prawie cały oddział. Byli harcerzami, wiernymi do końca zawołaniu „Bóg-Honor-Ojczyzna”. Na ich mogile stoją dzisiaj brzozowe krzyże, sprawiające wrażenie, jakby wspierały się wzajemnie ramionami, tak jak oni wspierali się za życia. Prześledźmy te tabliczki – pod każdą czai się nić ludzkiego życia, przerwana w najmniej spodziewanym momencie, 20, 21 roku, w jednym przypadku nawet 11.
Gdy dzisiaj przeklinamy wszystko i wszystkich naokoło, chcemy wiać „z tego dziadostwa”, pomyślmy o tamtych chłopakach i dziewczynach, których nikt nie zapytał, czy chcą tak szybko umierać i uwierzmy, że żyjemy we wspaniałych czasach…
Komentarze użytkowników
Czasbocheński nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo, naruszajace dobra osób trzecich lub wypowiedzi prawem chronione mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.