niedziela 05 lutego 2012 imieniny:
środa 11 sierpnia 2010 11:06:50

Kilka lat temu pisaliśmy o sprawie rodzeństwa Flaków z Łapczycy. Państwo Flakowie mieli wówczas dom i gospodarstwo rolne. Dom został zlicytowany na poczet długu, który wynosił… 4,5 tys.
Stało się tak na żądanie wierzyciela, sąsiada państwa Flaków, bowiem to wierzyciel właśnie wskazuje komornikowi z której części majątku dłużnika chce zostać zaspokojony. Sąd w Bochni przychylił się do tego, mimo, że dom był jedynym miejscem „do życia” dla pięcioosobowej rodziny (rodzeństwo Flaków, narzeczony pani Agaty i dwoje ich małych dzieci), a wierzyciel mógł być bez problemów zaspokojony np. z należących do Flaków pól uprawnych. Pani Agata wraz z dziećmi przeniosła się do maleńkiego pokoiku w szkole w Łapczywy. Zrobiła to nie tylko dlatego, że nowi właściciele odcięli w jej do niedawna domu gaz i prąd, ale też z obawy o dzieci. Sąsiadka niejednokrotnie groziła jej, że „postara się” aby straciła prawo do ich wychowywania. W szkole została zatrudniona na czas określony w charakterze sprzątaczki. Umowa na pracę, a co za tym idzie – prawo do korzystania z mieszkania odnawiana jest co roku. W zlicytowanym domu pozostał brat pani Agaty, który potem wyprowadził się i nie utrzymuje kontaktu z rodziną oraz jej narzeczony, Janusz Czarnota. Dlaczego został? Po pierwsze – nie miał się gdzie wyprowadzić a tu był zameldowany na stały pobyt. Po drugie – hoduje tutaj zwierzęta, co jest jednym z głównych źródeł utrzymania dla rodziny. Szukając innych źródeł zarobkowania ukończył nawet specjalny kurs dla osób obsługujących wyciąg narciarski. Dzięki temu ma zatrudnienie w miesiącach zimowych na wyciągu w Woli Nieszkowskiej. Zarobki są tam jednak bardzo niewielkie i sezonowe.
Ta prowizorka, jak to zwykle bywa, trwa już ładnych kilka lat. W tym roku jednak nad głową Janusza Czarnoty zaczęły się gromadzić chmury. Najpierw sąsiadka - wierzycielka zażądała od Urzędu Gminy Bochnia aby go wymeldował z zajmowanego lokalu, motywując to m.in. tym, że Janusz Czarnota tam nie mieszka, bo nocuje u żony w szkole. Urząd Gminy, po przeprowadzonym rozpoznaniu odmówił jednak wymeldowania. W domu stwierdzono obecność rzeczy osobistych pana Czarnoty, łóżka z pościelą, szafy z ubraniami. Ponadto UG zwrócił uwagę wnioskodawczyni, że wymeldowanie może nastąpić jedynie na skutek dobrowolnego i trwałego opuszczenia lokalu, a o tym w tym wypadku nie ma mowy. Teraz do akcji przystąpił komornik: pismem z 8 lipca b.r. wezwał „(…) dłużnika do dobrowolnego wykonania wyroku Sądu (…) i wydania spornego lokalu wierzycielowi w terminie 14 dni od daty otrzymania zawiadomienia”.
Janusz Czarnota odwołał się od wszczęcia postępowania egzekucyjnego. Przypomniał w nim m.in., że zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami nie można go eksmitować „na bruk”. Przecież mieszkanie, które zajmuje żona jest jej przydzielone tylko na czas określony i nie ma ona żadnych do niego praw. Zażądał w piśmie przydzielenia mu lokalu zastępczego . Przypomniał też, że gospodarstwo, które prowadzi jest mu niezbędne do utrzymania rodziny.
Pani Agata, obecnie Czarnota, czuje się cały czas jakby siedziała na bombie zegarowej. Co będzie kiedy upłynie termin na rozpatrzenie odwołania i komornik w asyście policji przyjdzie eksmitować Janusza? Najbardziej martwi się o zwierzęta hodowlane, o których zabezpieczenie nikt zdaje się nie troszczyć. Tymczasem jej mąż jest bardzo do nich przywiązany, ich los niepokoi go najbardziej. – Niech się stanie krzywda choćby jednemu kurczakowi to rozpęta się piekło… - niepokoi się pani Agata.
Historia ta pokazuje w jak zapętlone, pozbawione dobrego wyjścia sytuacje może popaść obywatel w naszym kraju. I to pomimo istnienia Wymiaru Sprawiedliwości, Opieki Społecznej i wielu innych instytucji powołanych do pomocy często bezradnym ludziom. Wydaje się, że przełomowym momentem w tej sprawie była przed laty zgoda Sądu na zlicytowanie domu wraz z działką, na której jest posadowiony za śmieszną kwotę długu, który łatwo mógł być wyegzekwowany z innych źródeł. Święte prawo własności, prawo nieletnich dzieci do przyszłego dziedziczenia tej ziemi nie miały dla bocheńskich organów sprawiedliwości żadnego znaczenia. Tymczasem lektura akt sądowych w podobnych sprawach pokazuje, że sędzia może nie zgodzić się na licytację domu w sytuacji kiedy zadłużenie jest nieproporcjonalnie małe w stosunku do wartości nieruchomości. Mleko jednak już się w Łapczycy wylało. Teraz pozostaje liczyć, że sprawa Janusza Czarnoty zostanie załatwiona godnie i człowiek ten, a także zwierzęta, które tyle dla niego znaczą nie zostaną na przysłowiowym lodzie.
31 sierpnia mija termin umowy o pracę dla Pani Agaty a co za tym idzie – prawo do zamieszkiwania w szkolnym lokalu.
eb
Komentarze użytkowników
Czasbocheński nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo, naruszajace dobra osób trzecich lub wypowiedzi prawem chronione mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
2010-08-11 13:25:28
2010-08-11 19:59:01
2010-08-11 20:25:07
2010-08-11 23:41:47
2010-08-12 01:35:11
2010-08-12 10:11:08
2010-08-12 22:55:05
2010-08-13 08:58:29
2010-08-13 13:19:41
2010-08-13 19:54:13
2010-08-13 20:51:23
2010-08-14 12:17:03
2010-08-15 03:01:01
2010-08-15 19:29:56
2010-08-16 11:01:27
2010-08-17 08:37:12
2010-08-17 23:38:20
2010-08-23 21:40:57
2010-09-07 21:27:01