Wywiady

środa 02 lipca 2008 11:02:17

Bez dyscypliny nie dałoby się niczego osiągnąćBez dyscypliny nie dałoby się niczego osiągnąć

Z okazji jubileuszu chcieliśmy przedstawić naszym czytelnikom wywiad z ks. Stanisławem Adamczykiem, dyrektorem, opiekunem i głównym prowadzącym chóru, który od samego początku jego istnienia zabiegał o jego najwyższy poziom artystyczny. Praca, wysiłek oraz dobra organizacja zaowocowały tym, że w Bochni śpiewa chór odnoszący sukcesy i zbierający najwyższe laury, nie tylko w kraju, ale i w całej Europie.

Mija właśnie 20 lat od założenia chóru Pueri Cantores Sancti Nicolai. Dziś chór jest powszechnie w Bochni znany, ale nie wszyscy wiedzą jakie były jego początki…


Ks. St. Adamczyk: Tak, to prawda. Przez ten czas wyrosło już jedno pokolenie… Chór powstał w 1987 roku. Był to pomysł ówczesnego dziekana bocheńskiego, ks. K. Dziubaczki, który chciał, aby kościół św. Mikołaja miał chór, w dodatku chór chłopięcy. I wtedy zostałem skierowany do pracy w parafii - jako wikary, ale też abym poprowadził i zorganizował ten chór. Udało się i zostałem. Aż do dzisiaj.

Proszę powiedzieć skąd u Księdza takie zainteresowanie muzyką, a także wytrwałość i determinacja? Czy w środowisku czy w rodzinie, z której Ksiądz pochodzi, dużo się muzykowało?


Tak, u mnie w rodzinie, a trzeba dodać, że pochodzę ze Szczawnicy, sporo osób muzykowało. Moja matka śpiewała w chórze i w kapeli góralskiej Giemzików. Miałem częsty kontakt z muzyką, choć sam nie posiadam jakiegoś konkretnego wykształcenia muzycznego.

To skąd ta, niemal czarodziejska dla postronnych, umiejętność posługiwania się batutą?

Nie mam wykształcenia w sensie pokonywania rożnych szczebli szkoły muzycznej. Ale już jako ksiądz ukończyłem kurs z emisji głosu, a następnie dwuletnie studium z dyrygentury, co pozwoliło mi bardziej fachowo zając się chórem.

Jakie trudności napotyka się przy prowadzeniu chóru chłopięcego?


Największy kłopot to mutacja chłopców. Przychodzą do nas jako 9, 10-latkowie, a praca nad nowym chórzystą i nad jego emisją głosu może trwać dość długo. Od chwili kiedy mogliby już dobrze śpiewać, kiedy mamy już ładny głos chłopięcy, przychodzi załamanie głosu, piszczenie, zmiany barwy. No i nic z tego. Z takim głosem nie da się śpiewać. To jest największa trudność, gdyż przyjmując nowych chłopców trzeba z nimi pracować od samego początku.

Czy zdarza się, że po okresie mutacji chłopcy wracają?


Tak, często ma to miejsce. Zajmują już miejsce w innych barwach głosu. Wówczas jest już łatwiej, bo przynoszą ze sobą doświadczenie i warsztat z poprzednich lat.

Czy zdarza się, że chłopcy odbierają mutację jako osobistą tragedię?


Tak, oczywiście. Taki chórzysta jest związany z chórem od długiego czasu, był już na przykład na 2 czy 3 wyjazdach zagranicznych, liczył, że wyjedzie na czwarty, że wystąpi na koncertach z kolegami, a tu dopada go mutacja i musi zostać. To jest bardzo przykre.

Jak Ksiądz sobie radzi z niesfornością chłopców? Zwłaszcza, że przychodzą do chóru w trudnym przecież wieku?


Dużo się mówi o tym, że dzisiejsza młodzież jest trudna. Ale to nie jest do końca prawda. Kiedy się od początku ustali jasne zasady… Nie mam większych trudności. Zdarza się, że zwłaszcza maluchy chcą się na próbie wiercić, popychać, rozglądać. Ale wystarczy, że starsi chórzyści spojrzą na nich surowo i od razu się uspokajają. Tu jest ciężka praca do wykonania, tu nie ma czasu na rozrabianie. Ale oczywiście, zdarzają się tzw. trudne przypadki, kiedy chłopiec nie chce się podporządkować dyscyplinie. Takiemu daję miesiąc na poprawę, nie więcej. Chętnych, żeby go zastąpić, nie brakuje. Bez dyscypliny, nie dało by się niczego osiągnąć i wszyscy muszą to zrozumieć.

Jakie żelazne zasady obowiązują chórzystów?

Przede wszystkim - nie mogą palić! Jeśli chłopca przyłapie się na paleniu, opuszcza chór od razu, nieodwołalnie. Wymagamy od nich też, żeby w miarę dobrze się uczyli, choć i tu są wzloty i upadki. Ale ciekawa rzecz: czasem rodzice mówią, że chłopiec musi zrezygnować z udziału w chórze ze względu na stopnie. Ta rezygnacja zwykle nie przynosi rezultatu. Tak! bo śpiewając, przychodząc na próby chłopak miał jakaś wewnętrzną dyscyplinę, ustalone obowiązki i czas ich wykonania. A kiedy tego zabraknie - zupełnie się rozkleja.

A jak wygląda nabór do chóru?


Co roku przychodzę do bocheńskich klas trzecich i szukam talentów. Chłopcy muszą powtórzyć wystukany rytm i kilka tonów melodii. Jeśli potrafią to zrobić to znaczy, że nadają się do chóru. W ubiegłym roku, na przykład, było bardzo słabo z naborem. Ale w tym roku znaleźliśmy ok. 30 nowych talentów.

Pueri Cantores jest chórem kościelnym. Czy możliwe jest, aby śpiewali w nim chłopcy innych wyznań niż katolickie?


Dla mnie to nie stanowiłoby raczej przeszkody. Kiedyś był taki przypadek, że rodzice chłopca byli Świadkami Jehowy. Na próby mógł przychodzić lecz problem leżał nie po naszej ale po ich stronie, to oni odmówili.

Od czego zależy, że chór, taki jak Pueri Cantores, odnosi sukcesy w kraju i za granicą?


Myślę, że jednak od prowadzenia. Czasem na wyjeździe żal mi jest dzieci, które mówią: „O, Bochnia przyjechała, znowu zajmą pierwsze miejsce…” Tamte dzieci nie są mniej utalentowane niż nasze bocheńskie, ale zabrakło chyba pracy… Bo to naprawdę wymaga czasu, poświecenia i wielkiego wysiłku. Takie na przykład „Oratorium” Haendla zaczęliśmy próbować na zgrupowaniu w zimie: najpierw rozpracowywaliśmy poszczególne nuty, głosy. Dopiero latem spróbowaliśmy to połączyć w całość. To trwa i wymaga poświecenia.

No właśnie, jest Ksiądz znany z tego, że stawia chłopcom duże wymagania…


Tak, bo to jest jedyna droga do sukcesu. Czasem jest mi ich żal, chciałbym im „popuścić” kiedy widzę, że są zmęczeni. Ale z drugiej strony wiem, że oni się regenerują znacznie szybciej niż ja w moim wieku. Wiem, że po wysiłku już za kilka minut potrafią dojść do siebie.

Oprócz tradycyjnej muzyki kościelnej śpiewacie również standardy rozrywkowe, a także muzykę gospels…

To głównie zasługa II dyrygenta - pani Bożeny Wojciechowskiej. Wydaliśmy nawet płytę z utworami muzyki rozrywkowej. Chciałbym też podkreślić, że nie do przecenienia jest rola naszego akompaniatora, Krzysztofa
Kościółka.

Chór jest laureatem licznych nagród w kraju i za granicą. Z której z nich Ksiądz jest najbardziej dumny?
Chyba z tej w Poznaniu, im. Kurczewskiego dla dyrygenta chóru. Dostałem ją jakieś 6 czy 7 lat temu (w 2002 roku - przyp. redakcji). W kapitule tej nagrody zasiadają prawdziwe autorytety. m.in. słynna na cały świat dyrygentka, Agnieszka Duczmal. To jednak daje satysfakcję i pomaga w dalszej pracy.

Wiadomym jest, że chór to duże przedsięwzięcie i wymaga nakładów finansowych. Czy w zagadnieniu finansowania chóru są jakieś problemy?

Nie da się ukryć, że nie mamy komfortu finansowego. Jedyne pieniądze pochodzą z koncertów czy konkursów, które uda się nam odbyć. W chórze chłopcy nie otrzymują żadnych honorariów. Śpiewają z czystej pasji i chęci. Pieniądze, jakie udaje się nam zdobyć, wystarczają najwyżej na częściowe pokrycie kosztów podróży i zapewnienie sobie jakiego takiego zaplecza warsztatowego. W dużej mierze to rodzice chórzystów współfinansują wyjazdy. Problemem pozostaje to, że oprócz ciągłej pracy,musimy jeszcze cały czas zabiegać o pieniądze. Nie mamy tego spokoju wiedząc, że wszystko do przodu mamy już załatwione.

Chór Księdza jest jednym z najlepszych ambasadorów Bochni w Polsce i poza jej granicami. Mamy nadzieje, że bocheńskie władze o tym pamiętają. O czym marzy Ksiądz w związku z dalszą działalnością chóru, jakie są jego potrzeby?


To prawda, że nieraz bardziej znani jesteśmy poza granicami Bochni, nawet w innych krajach niż u siebie… Niektórzy dzięki nam słyszą pierwszy raz, że takie miasto istnieje. Marzy mi się, żebym mógł odciążyć rodziców od kosztów wyjazdów zagranicznych. Bo, jak już wspomniałem, to oni w dużej części płacą za swoje dzieci z własnej kieszeni. Jest w Europie dużo rożnych przeglądów, festiwali. Dostajemy zaproszenia, jak na przykład w
przyszłym roku do Francji. Moglibyśmy co roku wyjeżdżać, podobnie jak co roku wydawać płytę. Problem tylko z pieniędzmi. Marzy mi się jakiś stały sponsor, jakaś stała, roczna suma, żeby można było coś zaplanować. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto zainwestuje w kulturę wysoką, ale i tym samym również w promocję miasta.

W Bochni nie brakuje bogatych ludzi…


Tak, ale ewentualny sponsor musi też czuć potrzeby kulturalne, musi doceniać naszą działalność, a z tym już gorzej. Ludzi rozumiejących kulturę wysoką jest niewielu. Chętnie wspiera się inne inicjatywy np. osoby niepełnosprawne, co jest zresztą zrozumiałe. Tych, którzy chcą wspomagać utalentowaną młodzież, jest znacznie mniej.

Dziękujemy Księdzu za spotkanie i życzymy dalszych sukcesów.

Zapraszamy wszystkich na koncert jubileuszowy, który odbędzie się w najbliższa niedzielę 21 X o godz. 16 w Bazylice św. Mikołaja. Strona internetowa Pueri Cantores Sancti Nicolai: http://www.chor.bochnia.pl/

Napisz swój komentarz:

Nick:

Komentarz:

Komentarze użytkowników

Czasbocheński nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo, naruszajace dobra osób trzecich lub wypowiedzi prawem chronione mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

REKLAMA