Wywiady

środa 20 maja 2009 07:29:13

Ks. prałat nowym Honorowym Ambasadorem Miasta BochniKs. prałat nowym Honorowym Ambasadorem Miasta Bochni

Wywiad z ks. prałatem Janem Nowakowskim, proboszczem parafii pw. Św. Pawła Apostoła w Bochni, nowym Honorowym Ambasadorem Królewsko-Górniczego Miasta Bochni. Urząd Miejski oficjalnie poinformował dziś o przyznaniu tego tytulu proboszczowi parafii św. Pawła Apostoła.

Kościoł pw. św. Pawła Apostoła   W najbliższy weekend w parafii św. Pawła Apostola odbędą się rocznicowe obchody 25-lecia istnienia parafii. W związku z uroczystościami związanymi z tym wydarzeniem Kapituła tytułu Honorowego Ambasadora Królewsko-Górniczego Miasta Bochni, z inicjatywy radnych miejskich z klubu Prawa i Sprawiedliwości, podjęła decyzję o przyznaniu tego tytułu założycielowi i wieloletniemu proboszczowi tejże parafii – ks. prałatowi Janowi Nowakowskiemu.

   Oficjalne wręczenie ks. Nowakowskiemu tytułu Honorowego Ambasadora oraz laudacja odbędą się w niedzielę 24 maja 2009 r. ok. godz. 18.30 na placu przed kościołem pw. św. Pawła Apostoła, w czasie trwania uroczystych obchodów Triduum Dziękczynienia za 25 lat istnienia Parafii. Warto zaznaczyć, że Jubileusz Parafii splata się 25-leciem posługi proboszcza, ks. prałata Jana Nowakowskiego.

   Przeprowadzając wywiad z ks. prałatem oraz przedstawiając na końcu jego sylwetkę chcielibyśmy jeszcze bardziej przybliżyć osobę księdza wszystkim mieszkańcom Bochni. Poniżej zamieszczamy tekst wywiadu, który przeprowadziliśmy z „najmłodszym” ambasadorem naszego miasta.
 

CB –  W ostatnich dniach Kapituła tytułu Honorowego Ambasadora Miasta Bochni podjęła decyzję o przyznaniu Księdzu tego wyróżnienia. Jakie to w Księdzu budzi uczucia?

N –  Nigdy nie zabiegałem o ziemską nagrodę. Jeżeli ktoś zauważa pracę księdza, to chwała mu za to i należy się cieszyć.
 

CB – Czyli można powiedzieć, że absolutnym priorytetem są sprawy powołania, a to wszystko, co ksiądz robi dla kultury, to są działania jakby obok?

N – Tak, to jest absolutny priorytet. Sprawy duszpasterstwa, tu i teraz. Jestem proboszczem od 25 lat, a wcześniej przez 11 lat byłem wikariuszem w parafii św. Mikołaja.

CB – Czy przed Bochnią ksiądz był na innej jeszcze placówce?

Ks. prałat Jan NowakowskiN – Pierwsza moja placówka to było Krościenko nad Dunajcem. Tam byłem krótko. To była przepiękna parafia, może także dlatego, że była pierwsza. Ale to był tylko taki mały epizod w moim życiu, 2 lata, a potem już cały czas Bochnia. Pracowałem też w szpitalu jako kapelan. Od początku zajmowałem się młodzieżą, ministrantami, lektorami. I tu mi właśnie bardzo pomagało to odniesienie do kultury. Głównie do teatru, bo to lubiłem, zajmowałem się tym już w seminarium. W Bochni nadarzyły się również takie możliwości, więc je wykorzystałem.

CB – Czy po tylu latach spędzonych w Bochni czuje się ksiądz kimś kogo można nazwać patriotą bocheńskim?

N – Myślę, że tak. Bo 25 lat to nie tylko praca, ale przeżywanie tego wszystkiego, co związane z miastem, wszystkim co się tutaj działo. W życiu społecznym, a nade wszystko – w życiu religijnym i duchowym tego miasta. Zresztą – jedno z drugim się łączy i tego nie można rozdzielić. I te najtrudniejsze momenty, jak stan wojenny, tutaj w Bochni... to wszystko dość głęboko weszło w moją psychikę. Tym ludziom (z Solidarności – przyp. red.) jakoś staraliśmy się pomagać, ukrywać ich. Ludzie z podziemia gromadzili się właśnie w moim kościele, bo nikt z władz nie podejrzewał, że tutaj może coś się dziać. Wszyscy byli nastawieni na centrum, bo wszelkie marsze, manifestacje były właśnie tam. A tutaj nikt nie zwracał uwagi, dlatego łatwo można było te spotkania organizować i pewne działania ustalać. Dlatego z Bochnią czuję się związany. To były bogate doświadczenia, zwłaszcza te związane z historią budowy kościoła. Bo przecież od 29 lat jestem cały czas przy tym kościele. Trud przy jego budowie wyzwala miłość.
|

CB –  Pamiętamy z tamtych lat to wielkie pospolite ruszenie, kiedy tutaj na budowie gromadziło się nawet po kilkaset osób. Natomiast później ten zapał chyba minął. Czy nie ma Ksiądz wrażenia, że teraz działa trochę w osamotnieniu?

N – Jeżeli chodzi o budowę kościoła to była zupełnie inna historia. Kościół był takim oczekiwanym dzieckiem. Starano się o jego budowę ponad 20 lat, bez rezultatu. Dopiero kiedy powstała Solidarność klimat wokół budowy zaczął się zmieniać, władze miękły... I w końcu dostaliśmy pozwolenie. Jakkolwiek i wtedy wielu ludzi, którzy nie byli entuzjastami jego budowy pytali: po co kościół? Przecież są tak trudne czasy, nie ma materiałów budowlanych... I kto go wypełni? Ale te obawy okazały się nieuzasadnione, potem jeden i drugi kościół, a także trzeci, który później powstał w Bochni – były pełne. Ale wracając do pytania...
|

CB – Bo zauważyliśmy pewien dysonans – z jednej strony tłumy ludzi, którzy w latach 80. pomagali przy budowie, a z drugiej, współcześnie – zaledwie garstka osób, które chcą np. posprzątać kościół...

N – Tak jest rzeczywiście. I bierze się to stąd, że wartości duchowe nie są jakimś priorytetem. A przedtem – były, bo nie można było liczyć na sprawy materialne. Społeczeństwo było ubogie, przeżywało wiele trudności. W takich sytuacjach człowiek łatwiej zwraca się w ten inny świat, niematerialny. Natomiast dzisiaj hierarchia wartości jest już inna: byleby – mieć, a już mało – być. Sprawy materialne stanowią taki namacalny i z jednej strony – taki korzystny kierunek. Natomiast sprawy duchowe? Ech, to przecież one poczekają – tak sobie człowiek myśli. A wieczność. No jest, zawsze będzie, natomiast tu materialny świat nam przeminie...

CB – Bliższa koszula ciału?

N – I to się czuje. Widać to także w naszej parafii. Rzeczywiście czasem jest tych ludzi bardzo niewielu do pomocy. Ale jak są takie uroczystości i takie chwile, kiedy następuje poruszenie i nowy entuzjazm. Na pewno nie u wszystkich. To był upragniony, pierwszy kościół w Bochni (po św. Mikołaju). Ludzi do budowy przychodziło bardzo dużo. Trzeba im to było wszystko zorganizować, przede wszystkim pracę. Był tutaj kierownik budowy, starszy pan. I on – kiedy przychodziły takie tłumy, zamykał się w pakamerze i miał dość tego wszystkiego. Mówił mi – ja w ogóle nie dam sobie z tym rady, proszę księdza. Ja się stąd wynoszę! Uspokajałem go i tylko pytałem o plany pracy na następny dzień. I sam dzieliłem ludzi, tak, żeby mogli owocnie pracować.

CB – Mówiliśmy o entuzjazmie przy budowie kościoła i jego spadku obecnie. Ale czy Ksiądz zauważa też takie zjawisko, że coraz mniej ludzi chodzi do kościoła? Czy spadek liczby praktykujących dotyczy też Księdza parafii?

N – Ta mniejsza liczba ludzi nie jest taka niepokojąca... Prowadzę takie statystyki, gdyż chcę żyć w prawdzie, a nie tylko uspokajać się tym, że mam pełny kościół. Taki stan jeszcze o niczym nie świadczy. Wtedy powstaje pytanie: ilu wiernych powinno być? Jeśli parafia liczy 9 tys. osób, to ile powinno być na poszczególnych mszach? Według naszych statystyk – na pewno jest spadek. Ale to trudno tak ocenić, zwłaszcza u mnie. Dwie trzecie ludzi mieszka w blokach i spora część w weekend wyjeżdża do swoich rodzinnych miejscowości. Dlatego trudno ocenić, czy oni naprawdę nie chodzą do kościoła czy też uczestniczą we mszy św. tam, gdzie jadą. Niepokojącym zjawiskiem jest widoczna od lat emigracja. Z kolędowych obserwacji wynika, że ponad 30% ludzi nie mamy, wyjechali za granicę. Tak więc ogólnie – mamy mniej ludzi w kościele. Tylko – czym to wytłumaczyć? Czy odejściem z kościoła czy tymi wspomnianymi przyczynami?
 
CB – Skupmy się zatem na tych, którzy po prostu przestają praktykować. Czy jest szansa, aby ich w kościele zatrzymać? A jeśli tak, co trzeba zrobić?

N – Jest to sytuacja bardzo, bardzo trudna. Robimy wiele. Na przykład: katechizacja dorosłych przed chrztem, przed pierwszą komunią, bierzmowaniem, dobre przygotowanie do Sakramentu Małżeństwa, przeżywanie pogrzebu w kościele, a nie w domu pogrzebowym budzi większe refleksje i łączy z kościołem obojętnego. Oprócz tych standardowych działań potrzebne są elity. U nas w parafii od samego początku jest duże zaangażowanie ludzi świeckich. Taki był mój kierunek, gdy zostałem proboszczem – żeby wyzwolić ten ogromny potencjał, drzemiący w ludziach świeckich. Żeby zaangażowali się w życie kościoła więcej, niż to było dotychczas. Na przykład bardzo mocno u nas działa, i od wielu już lat, Ruch Światło-Życie. Są liczne kręgi Domowego Kościoła, kilka dobrze działających stowarzyszeń. Mieliśmy też wspaniale działające, wzorcowe w diecezji Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Ci ludzie pozakładali rodziny, ale do dnia dzisiejszego przyjeżdżają, wspominają to, co się tutaj działo. Widać po tym, jak taka praca z młodzieżą potem owocuje, jak oni to, co zyskają – oddają potem innym. Bo ludzie z KSM-u angażują się w życie swoich parafii i wiele tam robią.

CB – Nawiązując do zaangażowania osób świeckich w życie kościoła chcieliśmy zapytać o cywilnych szafarzy sakramentów. Czy nie uważa Ksiądz, że wielu innych księży widzi tę funkcję jako odebranie części uprawnień kapłana, jako swoistą degradację?

N – Na pewno księża nie odbierają tego w kategoriach degradacji. Natomiast obawiają się czegoś innego – że to ludzie źle odbierają. Że dla ludzi może to być spadek wartości rzeczy świętych, bo każdy to może robić. Dla nas byłoby to super! W niedzielę podczas mszy św. nie musielibyśmy się męczyć, usiedlibyśmy sobie, a świeccy niech rozdzielają komunię. Tylko, że wielu księży uważa, że w ten sposób wartość Najświętszego Sakramentu spadnie, spowszednieje. I poniekąd trochę mają racji. Ale myślę, że trzeba być odważnym i pójść w tym kierunku. U nas jest najwięcej świeckich szafarzy spośród bocheńskich parafii, bo mamy ich dziesięciu. Z tym, że u nas nie rozdzielają komunii w czasie mszy św. Uważam, że skoro jest nas sześciu księży, to poradzimy sobie. Uważamy jednak i takie zresztą było zamierzenie biskupa ordynariusza, że trzeba chorym zanieść Najświętszy Sakrament, zwłaszcza w niedzielę, kiedy chorzy tego pragną, a my, księża jesteśmy wtedy zajęci. Ludzie są z tego ogromnie zadowoleni.

CB – Mamy też pytanie trochę ogólniejszej natury: jaki jest księdza stosunek do pojawiającego się ciągle zarzutu, że kler za bardzo miesza się w politykę?

N – Zależy co się rozumie przez politykę...

CB – Pojawiają się też zarzuty, że księża coraz częściej w kazaniach mówią jedynie o rzeczach neutralnych, bojąc się zarzutu uprawiania polityki.

N – Kapłani mają przede wszystkim głosić Ewangelię, a sposób w jaki to robią zależy od ich talentu i osobowości. Zgadzam się, że księża od pewnego czasu, ja też zresztą, ustawiają się trochę na dystans wobec polityki. To nie jest jednak do końca w porządku. Zakładając, że polityka powinna być mądrą troską o dobro wspólne, służbą narodowi i ludziom, to niby dlaczego my, księża, mamy się od tej sprawy dystansować? Nikt z księży nie ubiega się o stanowisko świeckie. Zresztą, w czasach komunistycznych słyszeliśmy ten sam zarzut, a trudno, żeby Kościół wtedy „nie mieszał się” do polityki. Przecież był w tym okresie jedyną przestrzenią wolności, jedyną siłą, która broniła ludzi i pewnych wartości. Oczywiście, że narażał się w ten sposób, walczono z nim, ale także dzięki temu mamy dzisiaj demokrację. A walka z Kościołem trwa nadal w inteligentny, zakamuflowany sposób. Robi się czasem straszną aferę z jednej czy drugiej politycznej wypowiedzi jakiegoś księdza. W ten sposób niszczy się autorytet Kościoła. A jest on bardzo potrzebny, nam wszystkim. Niszczenie autorytetów, to niszczenie samych siebie. Kogo ta młodzież będzie słuchać?

CB – Nawiązując do autorytetów: czy zdaniem Księdza Kościół dobrze robi, dystansując się czy nawet paraliżując – takie jest odczucie wielu ludzi –  lustrację wewnątrz swoich szeregów? Czy nie jest to tak, że takie sprawy – niezałatwione, odbiją się w przyszłości na autorytecie Kościoła?

N – To jest bardzo obszerny temat i nie na dzisiejszy wywiad. Zresztą nie jestem do niego przygotowany. Sądzę, że jest to skuteczna walka z Kościołem. Wyciąga się bowiem temat z historii, o której młode pokolenie niewiele wie i buduje się obraz Kościoła na podstawie notatek sporządzonych przez funkcjonariuszy, których zadaniem w tamtych czasach było zniszczenie Kościoła. Dlaczego rozpoczęto tzw. lustrację najpierw od księży i odnosi się wrażenie, że na nich zakończono? Przecież tajnych współpracowników było setki tysięcy. W mediach zrobiono niebotyczną aferę wokół kilkunastu księży, którzy zresztą w większości sami się zlustrowali. Nawet, gdyby ci wymienieni księża dali się uwikłać w jakieś kontakty z SB, to jest to znikomy procent na tle ponad trzydziestotysięcznej rzeszy duchownych w Polsce. Porównując zaś tych kilkudziesięciu duchownych, już ukaranych przez media, z setkami tysięcy świeckich, włączonych do współpracy z SB, to jest to zaledwie kropla goryczy w morzu zła. Czy jest to uczciwe i sprawiedliwe, aby tak bezwzględnie osądzać Kościół i z góry wydawać wyrok?

CB – W środowiskach Tygodnika Powszechnego, Znaku czy Więzi pojawia się opinia o powierzchowności polskiego katolicyzmu. Mówi się o katolicyzmie rytualno-ludowym. Czy Ksiądz widzi takie zjawisko w swojej parafii? Są też ludzie, którzy chodzą do kościoła, ale na co dzień uprawiają prymitywny antyklerykalizm w stylu Urbana – każdy ksiądz ma kochankę i myśli tylko o pieniądzach.

N – Sprawa religijności ludzi jest bardzo złożona. Są ludzie głęboko wierzący, ale jest też ta powierzchowność... Ale ja bym tutaj nie generalizował, że nasza polska religijność jest taka całkiem powierzchowna. Owszem, jest wiele do życzenia, no i są antyklerykałowie, w Kościele też. Chodzą do kościoła, zaliczają nabożeństwa, ale wychowani na Urbanie, na „Mitach i Faktach”, i z nimi nie podyskutujesz, oni wiedzą lepiej.

CB – Rozumiemy ludzi, którzy nie chodzą do kościoła, ale ci co chodzą, regularnie praktykują często są antyklerykałami. To jest życie w jakiejś schizofrenii...

N – To także temat rzeka. Wydaje się, że u większości jest religijność tradycyjna. Dobrze, że ona jest, bo pomaga wierzyć, ale z drugiej strony usypia, nie zmusza do samodzielnego myślenia, pogłębiania wiary i podejmowania praktyk religijnych i odpowiedniego przeżywania. Do kościoła chodzę, na mszy św. byłem, stałem na zewnątrz, nie było nagłośnienia i nic nie słyszałem, ale byłem, czego wy ode mnie chcecie.
Wiem, że są pretensje o to, że w niedzielę w ogóle nie włączam głośników. Owszem, rozumiem ludzi, którzy nie mogą przebywać w kościele z różnych względów: chorobowych lub są z małymi dziećmi. Skłaniam się, żeby włączyć zewnętrzne nagłośnienie podczas mszy o godz. 11.00, bo na niej jest najwięcej wiernych z dziećmi, a te czasem krzyczą i trzeba z nimi wyjść, a rodzice chcieliby wysłuchać mszy, ja to rozumiem. Ale jest i tak, że kościół jest pusty, a na zewnątrz jest najlepiej, i jak jest w takiej sytuacji z uczestnictwem? Muszę powiedzieć jedno, że przy moim kościele te przypadki jednak należą do rzadkości. Pamiętam, kiedy byłem wikarym w parafii św. Mikołaja, tam były inne powody, że ludzie nie weszli, bo nie dali rady, było za ciasno i dlatego wielu musiało stać przed kościołem, a tam samochody, hałas i wiadomo, że nie da się we mszy uczestniczyć. Kiedy przeszedłem tutaj postanowiłem, że będę te nawyki stopniowo osłabiać, bez jakichś nacisków, ale nie mogę pozwolić, żeby dzieci szkolne stały na polu i będę tutaj konsekwentny. Na pewno nie zgodzę się na nagłośnienie na zewnątrz kościoła z wyjątkiem większych uroczystości i na razie jestem dość wierny temu postanowieniu, mimo, iż niektórzy uważają, że tak nie powinno być, ale muszę przyznać, że naprawdę nasi wierni jednak są w kościele, tylko nieliczni na zewnątrz i to jest powód do radości i dumy.

CB – Chcieliśmy jeszcze wrócić do parafii i do rocznicy. Proszę powiedzieć krótko – jakie największe sukcesy, jakie największe porażki były jej udziałem przez te 25 lat?

N – Na pewno radością jest to, że udało się zintegrować tę społeczność, która należy do parafii św. Pawła Apostoła, a z początku nie było to takie proste. Ludzie entuzjastycznie budowali kościół i budowała go cała Bochnia, ale kiedy przyszło do konkretów i kiedy trzeba było ustalać granice parafii, to już sprawa wyglądała nieco inaczej. Dlaczego? Ponieważ ludzie w większości uważali, że obok kościoła szkolnego będzie trzeci kościół, jako pomocniczy, a nie jako parafialny, jakkolwiek od samego początku założenia były właśnie takie, że to będzie nowa parafia. Ale do świadomości ludzi jakoś to nie docierało, zresztą nikt też jakoś nie śpieszył się, żeby ich o tym informować. Kiedy władze kościelne zauważyły, że już są w miarę warunki, że jest dolna część kościoła, że można już utworzyć parafię, wtedy zdecydowano, jakie ulice wejdą w skład parafii. I wtedy się zaczęło. - No nie! My nie mamy nic przeciwko kościołowi św. Pawła, ale jednak jesteśmy związani z parafią św. Mikołaja, tam byliśmy chrzczeni, tam przyjęliśmy pierwszą komunię, ślub i wszystkie inne sakramenty święte. W ogóle to jest sanktuarium maryjne. Formalnie należeli do nowej parafii, ale chodzili do św. Mikołaja i trudno się było im dziwić, musieliśmy to nieraz przełknąć jako duszpasterze, że akurat tych ludzi tutaj nie mamy...

CB – Tym bardziej, że w pierwszych latach tu była jednak dość mocna prowizorka. Trudniej było stworzyć nastrój „sakralności”.

N – Była, była. Nawet drogi nie mieliśmy. Ludzie szli po deskach, kiedy było błoto. Nie było asfaltu nawet na ul. Wyspiańskiego. Na łączniku między ul. Brodzińskiego a ul. Wyspiańskiego była ścieżka, którą pokryliśmy żwirem, wokół kościoła wykopy, kanalizacja... tak, że nie było warunków, żeby sprawować jakąś funkcję liturgiczną w tym kościele. Ale udało się. Integracja wokół kościoła, która polegała na konsekwentnym podejściu do wielu spraw, nie tylko prowadzenie tego podstawowego duszpasterstwa, jakim jest szafowanie sakramentami św., katechizacja. Na pewno ludzi integrowała także świadomość dalszej budowy kościoła. Przez ciągłą budowę ludzie jednoczyli się, bo to był wysiłek i jakiś wkład, trud, poświęcenie, praca, która wiązała ich ze swoim kościołem, już nie mówiąc o innych duszpasterskich akcjach, które prowadziliśmy.

CB – A sprawy kulturalne. Proszę powiedzieć o wspaniałych organach, koncertach, powstaniu chóru dziewczęcego...

N – Podstawowym działaniem są sprawy ewangelizacyjne. Pozostałe są na drugim planie. Owszem, bardzo sobie te osiągnięcia cenię. Udało się w parafii, przy kościele wiele osiągnąć w tej dziedzinie. Liczne koncerty, występy cenionych artystów. Największym wydarzeniem kulturalnym w Bochni były słynne Nieszpory Ludźmierskie w naszym kościele.
Warto także wspomnieć o teatrze parafialnym „Żywe Słowo”, który działał w Bochni przez 12 lat, zagrał wiele cennych i ambitnych sztuk, i tu w dolnej części kościoła zakończył swoją karierę dziełem Romana Brandstaettera „Dzień Gniewu”. Sztuka ta grana była aż 40 razy. Nie wolno zapomnieć o bogatych osiągnięciach naszego dziewczęcego chóru parafialnego, który na licznych konkursach zajmował często pierwsze miejsca, a raz zdobył Grand Prix.
Wreszcie wspaniałe, 32-głosowe prawdziwe organy kościelne. Prawie przez dwa lata, co miesiąc odbywały się na nich koncerty finansowane przez miasto. Ciekawa była refleksja jednego z bochnian, który zna się na muzyce, ale i gospodarce, po występie skrzypcowym sławnego wirtuoza, wobec licznie zgromadzonych wyraził swój podziw mniej więcej tak, że – w kościele św. Pawła Apostoła przydałoby się jeszcze wiele materialnych rzeczy, chociażby elewacja, a jednak proboszcz uznał, że ważniejszy jest duch i postarał się o prawdziwe organy. Nie tylko budynek, beton – to wszystko zaczeka, ale ludzie odejdą i to na zawsze. Trzeba więc zadbać o ducha.

CB – Nic Ksiądz nie powiedział na temat największej porażki, największego smutku...

N – Mówiąc szczerze, jak długo jestem w tym mieście, to nie doznałem jakichś poważniejszych przykrości.

CB – Teraz ksiądz mówi o stosunkach międzyludzkich, ale jakieś przedsięwzięcie, które było w planie, ale nie udało się zrealizować?

N – Te podstawowe i główne dzieła udało się zrealizować bez poważniejszych potknięć. Były pewne trudności, kiedy zacząłem budować organy: a po co takie duże? - przecież są elektronowe – słyszałem takie głosy, ale akceptacja ogólna była wyrażona także w postaci złożonych ofiar. Teraz wielkich planów, poza elewacją, już nie mam.


CB
– A te mniejsze?

Kościół pw. św. Pawła ApostołaN – Marzę o elewacji. Od dawna o tym myślę, ale wstrzymuje mnie świadomość, że położone tynki mogą spłaszczyć bryłę kościoła, że nie będzie tak dynamiczna jak jest teraz. Mam dylemat. Są już dwa konkretne projekty, ale wydaje się, że nie są dobre. Czuję na sobie wielką odpowiedzialność, żeby tej bryły nie popsuć. Z tą elewacją muszę się zmierzyć, ale nie mogę działać pochopnie, bo to jest na pokolenia, tego już się później szybko nie zmieni. Inna mniejsza rzecz, ale to już przy tej uroczystości, to będzie figura św. Pawła Apostoła. Figura, a nie jak gdzieś napisano – pomnik, – bo świętym się pomników nie buduje, chyba, że jakąś inną myśl chce się wyrazić. Ona będzie na zewnątrz, i myślę, że ubogaci zewnętrzną małą architekturę kościoła. Mamy Rok Świętego Pawła i jedyny kościół pod tym wezwaniem w diecezji oraz 25-lecie parafii, stąd aż się prosi, żeby taka pamiątka materialna po tym pozostała.


CB
– Kto jest autorem rzeźby?

N – Pan Jacek Osadczuk. Ten sam rzeźbiarz, który wykonał w naszym dolnym kościele figurę Jana Pawła II. To będzie figura zrobiona w piaskowcu.


CB – Czy przygotowania są już zapięte na ostatni guzik?

N – Jeszcze mamy bardzo dużo pracy a czasu coraz mniej. Chcielibyśmy, żeby to była uroczystość  rodzinna, dlatego zaprosiliśmy wszystkich naszych parafian imiennie. Parafia w jakimś sensie jest rodziną i ten aspekt chcemy tutaj podkreślić. Chcemy po centralnym nabożeństwie urządzić dla wszystkich uczestników drobne przyjęcie, tak jak to było na konsekracji kościoła. A w niedzielę wyjątkowym wydarzeniem kulturalnym będzie występ trzydziestoosobowego pop-gospelowego zespołu TGD, którego członkowie znani są m.in. z muzycznych programów telewizyjnych.


CB
– Będzie też osobisty akcent tej uroczystości. 25-lecie posługi kapłańskiej. Jaką to przybierze formę?

N – Dokładna data powstania parafii to 25 maja i wypada ona w poniedziałek. Trudno było w tym dniu organizować główną uroczystość, dlatego postanowiłem na wieczornej mszy św. wraz z kapłanami rodakami podziękować Bogu za 25 lat mojego proboszczowania. Po mszy św. będzie krótki koncert organowy. I tyle.


CB
– Czego by Ksiądz życzył parafianom na następne 25 lat?

N – Przede wszystkim, żeby trwali wiernie przy Kościele, przez swoją parafię ożywiali i ubogacali wiarę, żeby cieszyli się ze swojego kościoła, czuli tę wspólnotę wiernych, młode pokolenie wychowywali przy wartościach duchowych, bo to one są gwarancją, że ich trud przyniesie właściwe owoce.


CB
– Dziękujemy za rozmowę. Życzymy sukcesów i wszystkiego najlepszego na kolejne lata, i osobistych, i dla parafii.

Rozmawiali:
Elżbieta Bachmińska i Wojciech Tobiasz


Ks. parałat Jan NowakowskiKs. prałat Jan Nowakowski urodził się 19 stycznia 1948 r. W latach 1963-66 uczęszczał do IV Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie, po ukończeniu którego wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1972 roku, a pierwszą jego placówką duszpasterską było Krościenko n/Dunajcem. W 1974 r. został przeniesiony jako wikariusz do parafii p.w. św. Mikołaja w Bochni, w której przebywał do 1984 r. pełniąc jednocześnie funkcję kapelana szpitalnego (w szpitalu rejonowym i gruźliczym). W 1984 r. został mianowany proboszczem nowej parafii p.w. św. Pawła Apostoła. Od 1998 r. dziekan dekanatu Bochnia-Zachód. W 2000 r. uzyskał tytuł prałata. W czasie posługi duszpasterskiej w parafii św. Mikołaja był twórcą, animatorem i reżyserem większości spektakli, wystawionych przez amatorski zespół „Żywe Słowo”, który prowadził w latach 1977-89. Jego zaangażowanie w sprawy społeczne i kulturalne jest szeroko znane w Bochni jak i poza jej granicami. Jako proboszcz parafii św. Pawła Apostoła praktycznie stworzył od podstaw podwaliny parafii – doprowadził do wybudowania monumentalnego kościoła na Os. Niepodległości oraz domu parafialnego. Czynnie wspomagał w latach 80. ubiegłego wieku działalność Duszpasterstwa Ludzi Pracy, sprawował opiekę nad uczestnikami bocheńskiej grupy Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej. Ilość imprez kulturalnych, przeprowadzonych na terenie parafii jest trudna do wyliczenia. To na terenie jego parafii w 1985 roku odbyły się uroczystości związane z 50. rocznicą koronacji cudownego obrazu Matki Boskiej Bocheńskiej.


Triduum Dziękczynienia za 25 lat parafii św. Pawła Apostoła w Bochni


PROGRAM

23 maja, sobota
Dzień uwielbienia Boga w Trójcy Jedynego
– centralna uroczystość
Godz. 18.00
Msza święta – przewodniczy biskup ordynariusz Wiktor Skworc
Poświęcenie figury św. Pawła Apostoła
Agapa (przyjęcie) dla uczestników

24 maja, niedziela
Dziękczynienie za Świętego Pawła Apostoła – pierwszego misjonarza
Godz. 11.00
Msza święta – przewodniczy ks. prałat Adam Kokoszka
Poświęcenie feretronu ze św. Pawłem Apostołem
Całodzienny kiermasz na rzecz misji
Animacja misyjna przez kleryków tarnowskiego WSD
Godz. 18.00
Nabożeństwo majowe
Finał kwesty dobroczynnej
Godz. 19.30
Koncert pop-gospelowego zespołu TGD

25 maja, poniedziałek
Dzień powstania parafii
Dziękczynienie za 25 lat posługi proboszcza, ks. prałata Jana Nowakowskiego
Godz. 18.00
Msza święta
Nabożeństwo majowe
Recital organowy Sławomira Barszcza


Napisz swój komentarz:

Nick:

Komentarz:

Komentarze użytkowników

Czasbocheński nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo, naruszajace dobra osób trzecich lub wypowiedzi prawem chronione mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

REKLAMA