Przemyślenia o bocheńskich ,,piramidach” – jakie błędy zawiera informator
27-go lutego przypadnie 773 rocznica nadania osadzie Bochnia praw miejskich przez księcia krakowsko-sandomierskiego Bolesława Wstydliwego. Sądzę, iż warto się pod tę sposobność pochylić nad najnowszą wizytówką naszego miasta – słynnymi ,,piramidami” postawionymi naprzeciw dworca PKP.
O szeregu negatywnych emocji jakie wzbudził projekt ,,Pod Kryształem” pisał zarówno ,,Czas Bocheński” (czytaj TUTAJ) jak i inne lokalne serwisy informacyjne. Wielu mieszkańcom nie przypadła do gustu zarówno forma jaką przybrał – wpisująca się w nurt tzw. betonozy – jak też, a może przede wszystkim, kwota 310 tysięcy złotych jaką kosztował. Ja również nie należę do grona entuzjastów finalnego wyglądu ,,piramid bocheńskich” i suma pochłonięta przez projekt wydaje mi się rażąco duża, acz przez wzgląd na mą mizerną wiedzę z zakresu architektury tudzież obecnych kosztów prowadzenia prac budowlanych wolę się nie wypowiadać. Czuję się za to upoważniony do wytknięcia oczywistego błędu jaki popełniono w części opisowej projektu ,,Pod Kryształem”.
Otóż tablica informacyjna, przytwierdzona do monumentalnej betonowej konstrukcji, wśród atrakcji naszego miasta na pierwszym miejscu wymienia rynek. Oto co turysta może się o nim dowiedzieć:
Jest centralnym miejscem średniowiecznego układu urbanistycznego. Pozostając niezmieniony od XIII wieku stanowi centrum życia handlowego, kulturalnego i towarzyskiego. Na środku Rynku stoi pomnik króla Kazimierza Wielkiego, wzniesiony w 1871 ku czci władcy – dobrodzieja Bochni. Plac otaczają późnobarokowe kamienice. Zrewitalizowana płyta rynku ukazuje zarys dawnego Ratusza a w południowo-wschodniej części znajduje się Fontanna Multimedialna, która łączy wodę, światło i muzykę, tworząc w okresie letnim niepowtarzalne widowiska pełne kolorów i ruchu.
Pierwsze zdanie, choć osobiście sformułowałbym je inaczej, w zasadzie mogłoby pozostać. Obecny rynek główny istotnie ma metrykę średniowieczną, stanowiąc centralną przestrzeń otwartą układu urbanistycznego uformowanego mniej więcej po roku 1375. Bzdurne jest więc zdanie wtóre, bowiem rynek Bochni lokowanej w 1253 roku na prawie magdeburskim znajdował się zupełnie gdzie indziej i tamże funkcjonował przez przeszło sto lat. Prowadzone w ostatnich latach na płycie rynku głównego tudzież w obrębie dochodzących do niego ulic prace archeologiczne nie tylko, że nie potwierdziły domniemania o jego lokacyjnej, XIII-wiecznej metryce, ale w zasadzie ją wykluczyły. Szkoda, że wiedza ta wciąż nie przebiła się do szerszej świadomości.
Może nie za minięcie się z prawdą, ale za spore nadużycie należy uznać również twierdzenie o otaczaniu rynku przez późnobarokowe kamienice. O ile mi wiadomo z pośród wszystkich pierzei głównego placu naszego miasta takowe znajdują się jedynie na południowej, w liczbie trzech. Ciężko więc mówić tu o ,,otaczaniu”. To mniej więcej tak jakby twierdzić, że Czechy lub Białoruś otaczają Polskę.
Opisy atrakcji kryjących się pod numerami 3 i 9 są merytorycznie poprawne, acz godzi się i tutaj kilka gorzkich słów dopowiedzieć. Tablica słusznie informuje, iż szyb Campi powstał w II połowie XVI stulecia, a bocheńska kopalnia szczyci się obecnością na liście UNESCO. Panoramę rzeczonego nadszybia, umieszczoną na lewo od opisu należałoby jednak uaktualnić, tak by przedstawiała się taką jaką w istocie jest obecnie. Na naszych oczach w bezpośrednim sąsiedztwie, mającego XVI-wieczną metrykę, głównego szybu kopalni z listy UNESCO powstała kolejna w Bochni ,,galeria handlowa”, w zasadzie pozbawiając nadszybie Campi terenu pod rozbudowę infrastruktury turystycznej tudzież niemożebnie szpecąc panoramę tejże wizytówki naszego miasta.
Na terenie otwartym na zapleczu szybu Campi mógł powstać szereg nowych atrakcji naszej kopalni: pętla kolejki wąskotorowej (jaką jeździły niegdyś wagoniki z solą do linii kolejowej), którą wożono by turystów, pawilon bocheńskiego Muzeum prezentujący zabytki związane z żupą solną, tężnia solankowa, a może pokuszono by się o reanimację Osady VI Oraczy. Nawet gdyby żaden z tych pomysłów miał nie zostać wdrożony to teren ów należało zachować na poczet przyszłych pomysłów – lepszych od moich, jako rezerwę wolnej przestrzeni na wypadek zwiększenia się (daj Boże!) napływu turystów do naszej kopalni. Tak kopalnia została pozbawiona możliwości zużytkowania tegoż terenu nawet w sposób tak prozaiczny jak parking dla samochodów i autobusów (potrzebny zwłaszcza w ,,długie weekendy” sezonu turystycznego, gdy miejsc postojowych istotnie brakuje), ale za to bez mała 800-letnie miasto dostało kolejną ,,galerię handlową”. Czy na nic lepszego Bochnia nie zasługuje?
Podobnie sprawa się miała z zabytkową klasycystyczną kapliczką na Murowiance. Nieistniejące już uroczysko na którym się znajdowała posiadało znaczące wartości zarówno kulturowe jak i przyrodnicze (stanowisko kruszczyka błotnego – rośliny z Czerwonej listy roślin i grzybów Polski). Spokojnie pretendowało do objęcia ochroną w formie użytku ekologicznego, a nawet rezerwatu.
W obu przypadkach – szybu Campi i kapliczki na Murowiance – przepisy prawa o ochronie zabytków dawały włodarzom miasta możliwość zablokowania szpecących je inwestycji z samego tylko powodu zasłaniania przez nie obiektów zabytkowych lub zakłócania ich panoramy. Zabrakło widać ,,woli politycznej”, co szczególnie bulwersujące jest w przypadku obiektu z listy UNESCO, będącego wizytówką miasta.
Dominik Zwierniak