Budżet przeszedł - Łychów osią głównego sporu
Czwartkowa XXXIX nadzwyczajna sesja Rady Miasta Bochnia pokazała, że porozumienie w sprawach finansowych jest możliwe, ale tylko wtedy, gdy z dokumentów znikają najbardziej kontrowersyjne zapisy. Ostatecznie radni przyjęli zarówno zmiany w budżecie miasta, jak i Wieloletniej Prognozie Finansowej, jednak droga do tego porozumienia była znacznie bardziej wyboista, niż wskazują końcowe wyniki głosowań.
Jeszcze tydzień wcześniej, podczas XXXVIII sesji, większość radnych odrzuciła propozycje magistratu. Tym razem uchwała budżetowa uzyskała wyraźne poparcie 16 radnych, przy jednym głosie przeciwnym i czterech wstrzymujących się. Znacznie więcej emocji wzbudziła jednak Wieloletnia Prognoza Finansowa, która przy pierwszym podejściu została odrzucona wynikiem 9:9.
Ostateczny kompromis osiągnięto dopiero po przerwie w obradach i usunięciu z dokumentu zadania dotyczącego przebudowy ulicy Łychów.
Skarbnik miasta Ewa Dudek poinformowała, że do projektu wprowadzono dodatkowe zadanie inwestycyjne o wartości 200 tys. zł stanowiące wkład własny miasta do zakupu nowego pojazdu dla OSP Dołuszyce.
„Chciałabym zgłosić autopoprawkę polegającą na wprowadzeniu dodatkowego zadania inwestycyjnego w wysokości 200 tys. zł. Jest to zwiększenie wydatków majątkowych z przeznaczeniem na wkład własny do zakupu pojazdu dla jednostki OSP Dołuszyce” -wyjaśniała skarbnik. Jednocześnie z projektu usunięto planowane wcześniej zwiększenie środków na odszkodowania związane z ulicą Chwałkowskiego. „Usunięto wypłatę odszkodowania za działki na mocy decyzji ZRID, jeżeli chodzi o ulicę Chwałkowskiego” dodała Ewa Dudek.
Po głosowaniu na poprzedniej sesji ten ruch wydawał się jako próba rozładowania napięć po nieudanych głosowaniach z poprzedniego tygodnia.
W otwartej przez przewodniczącego rady Jana Balickiego dyskusji najwięcej pytań dotyczyło jednak przebudowy ulicy Łychów. I tak - Radny Marek Bryg dopytywał, dlaczego po latach przygotowań magistrat proponuje teraz zmianę sposobu realizacji inwestycji. „Dlaczego teraz dopiero takie zmiany? Dlaczego chcecie od nowa robić projekt? Ile kosztował poprzedni projekt i dlaczego idzie do kosza?” - pytał.
Dyrektor wydziału inwestycji Krzysztof Miśkowiec tłumaczył, że przez długi czas oczekiwano na rozstrzygnięcie kwestii związanych z interpretacją zapisów planu miejscowego. Jak twierdził - „Nie udało się podjąć decyzji wcześniej i teraz została wybrana inna droga realizacji tej inwestycji”.
Wypowiedź ta spotkała się z ripostą radnego M. Bryga - „Mieszkańcy cały czas czekają na tę drogę. Co im teraz powiemy?, że znowu odsuwamy to na następne trzy lata?”.
Kluczowy spór dotyczył różnicy między zapisami planu miejscowego a rzeczywistym stanem własnościowym. Zastępca burmistrza Wojciech Woźniczka tłumaczył, że plan przewiduje drogę o szerokości pięciu metrów, podczas gdy na części przebiegu istniejący pas drogowy ma jedynie około czterech metrów. Jak mówił: „W planie przestrzennym jest droga pięciometrowa, w terenie jest czterometrowa. Nie ma możliwości, żeby ktokolwiek podpisał dokument zatwierdzający budowę takiej drogi bez odpowiedniej ilości terenu”. Według władz miasta brakujące fragmenty znajdują się na dwóch prywatnych działkach, których właściciele nie wyrazili zgody na sprzedaż i stąd pojawił się pomysł zastosowania procedury ZRID.
Jednym z głównych przeciwników natychmiastowego uruchamiania procedury ZRID był Ireneusz Sobas. Radny przypominał, że jeszcze niedawno magistrat przekonywał radnych, iż problem dotyczy wyłącznie interpretacji planu miejscowego - „Byłem ciągle zapewniany, że problem jest tylko w interpretacji zapisów planu miejscowego. Co się nagle stało, że tej interpretacji nie można zrobić?”
Złożył również formalną propozycję kompromisu i zaapelował - „W imię zgody bardzo proszę o wyłączenie z dzisiejszego punktu tego drażliwego tematu i dajcie mnie i paru radnym czas do końca listopada, gdy spróbujemy tę sprawę w drodze porozumienia z mieszkańcami rozwiązać. Jeśli nie, wracamy do tematu na sesji listopadowej”. Dodał również, że „*Zaangażuję się osobiście. Spróbujemy na te osoby wpłynąć. Jeżeli nam się nie uda, wracamy do koncepcji ZRID-u”.
Do dyskusji włączył się również przewodniczący Rady Miasta Jan Balicki, który przypomniał - „Rada za każdym razem dawała zielone światło” i nie zgadzał się z oceną, że problem wynikał z braku wsparcia ze strony rady. – „Nie mam takiego przekonania, że się nad tym problemem nie pochyliliśmy. Zarówno w poprzedniej kadencji, jak i w tej kadencji za każdym razem podnosiłem rękę na tak” podkreślił.
Wyraził również wątpliwość wobec tezy, że procedura ZRID jest jedynym możliwym rozwiązaniem. „Nie wierzę w to, że droga proponowana w tej chwili jest jedynym słusznym rozwiązaniem. Dlaczego wcześniej go nie zaproponowano, skoro nie dało się inaczej?” - pytał. W jego ocenie głównym problemem były działania organu wykonawczego - „Trzeba ludziom powiedzieć, że nieporadnie postępuje się w tej sprawie. Ta nieporadność jest po stronie organu wykonawczego”.
Radna Korta-Wójcik pytała o dokumentację rozmów i zwróciła uwagę na kwestie związane z przygotowaniem inwestycji. – „Czyli ktoś zaprojektował drogę na czyichś działkach?” pytała, gdy potwierdzono, że gotowy projekt obejmuje również tereny niebędące własnością miasta. Dopytywała również o przebieg rozmów z właścicielami działek. „Czy są jakieś protokoły z negocjacji z tymi mieszkańcami?” - pytała rzeczowo.
Burmistrz Magdalena Łacna odpowiadała, że istnieje pełna dokumentacja sprawy, a rozmowy prowadzili zarówno urzędnicy miejscy, jak i przedstawiciele Tauronu. Magdalena Łacna konsekwentnie przekonywała, że bez pozyskania niewielkich fragmentów działek inwestycji nie da się przeprowadzić. Jednocześnie złożyła ważną deklarację - „Ja bym bardzo chciała, żeby ci państwo dobrowolnie sprzedali te działki. Zawsze możemy wycofać ZRID. Jeżeli oni się zgodzą, to możemy go wycofać”. Zaznaczyła, że nawet przy przyjęciu zmian procedura nie ruszyłaby od razu - „To nie jest tak, że od razu siadamy do ZRID-u. Mamy jeszcze czas na rozmowy”.
Z kolei radny Marek Rudnik nazwał tę inwestycje: „Inwestycją z brodą” i wyjaśniał - „To inwestycja, która ciągnie się od bardzo wielu lat, nieustannie napotyka opóźnienia i stała się symbolem niespełnionych obietnic i biurokratycznego pata”. Jednocześnie ocenił, że dalsze odkładanie decyzji nie rozwiąże problemu. Jak mówił -„Musimy wreszcie zrobić jakiś krok naprzód. Z bólem serca, ale uważam, że to jest jedyne wyjście”. W dalszej części sesji zadeklarował jednak wsparcie dla inicjatywy radnego Ireneusza Sobasa mówiąc - „Kolego Irku, ja z tobą pójdę do tych mieszkańców. Deklaruję się*”.
Radny Bogdan Kosturkiewicz w swojej wypowiedzi wyjaśniał: „ ZRID nie wymaga zgody rady”. „Nie potrzebujecie zgody rady, aby realizować inwestycję specustawą, czyli ZRID-em. Kilkakrotnie państwo mówili, że to zależy od zgody rady. To jest nieprawda”.
Jako były burmistrz podkreślał również, że jeśli problem dotyczy tylko dwóch działek, należałoby spróbować jeszcze raz porozumieć się z właścicielami i dodał: „Jeśli chodzi tylko o dwie działki, trzeba zacząć rozmawiać z ludźmi”.
W kolejnych wystąpieniach radnych pojawiła się sprawa zakupu samochodu dla OSP Dołuszyce. która zyskała wyraźnie poparcie radnych.
Magdalena Łacna wyjaśniała, że pierwotnie rozważano średni samochód ratowniczy, jednak po analizie możliwości jednostki i warunków programu zdecydowano się na lekki samochód bojowy. Tłumaczyła - „Ustaliliśmy, że jedyny wóz, który rzeczywiście oni będą mogli wykorzystać, to jest lekki wóz bojowy”. Zapewniła również, że jeśli nie uda się pozyskać środków z obecnego programu, zadanie zostanie wpisane do kolejnego budżetu. „Jeżeli nie uda nam się tego wozu pozyskać, to damy go do planu budżetowego, dlatego że jednostka musi mieć wóz”.
Przystąpiono do głosowania nad WPF – jak się później okazało nie po raz ostatni. Wynik wzbudził konsternację zarówno wśród głosujących jak i urzędników miejskich, bowiem za uchwałą zagłosowało dziewięciu radnych, przeciw było również dziewięciu, a trzy osoby wstrzymały się od głosu.
Jan Balicki tak skomentował to głosowanie -„Idąc za głosem pana sekretarza z poprzedniej sesji, wniosek nie przeszedł”. Sekretarz miasta Jarosław Dolny przypomniał wtedy podstawową zasadę funkcjonowania organów kolegialnych. – „Nie ma sytuacji pośredniej. Albo mamy większość, albo nie mamy większości”.
Radca prawny Łukasz Krawiec podkreślał, że uchwała budżetowa i WPF muszą być ze sobą zgodne. „Uchwała budżetowa powinna być kompatybilna z uchwałą w sprawie wieloletniej prognozy finansowej”.
Z kolei skarbnik Ewa Dudek ostrzegała przed skutkami pozostawienia rozbieżności - „Zaistniała sytuacja powoduje, że te dwie uchwały są niezgodne i groziłoby unieważnienie uchwały przez Regionalną Izbę Obrachunkową”.
Zdając sobie sprawę z patowej sytuacji, Magdalena Łacna poprosiła o dziesięciominutową przerwę i spotkanie z liderami klubów. Te dziesięć minut przerwy zmieniło wszystko.
Po wznowieniu obrad przedstawiając nowa wersję uchwały skarbnik miasta poinformowała, że : „Usunęliśmy sporną pozycję dotyczącą przebudowy ulicy Łychów z załącznika numer dwa”.
Po usunięciu punktu dotyczącego Łychowa spór zniknął, a zmieniona uchwała została przyjęta zdecydowaną większością głosów.
Za głosowało 17 radnych.
Nikt nie był przeciw.
Trzy osoby wstrzymały się od głosu, a jeden radny nie oddał głosu.
To właśnie ten wynik najlepiej pokazuje charakter całego konfliktu. Jeszcze kilkanaście minut wcześniej rada była podzielona dokładnie na pół. Po usunięciu inwestycji dotyczącej ulicy Łychów z WPF polityczny opór praktycznie zniknął.
Głosowanie pokazało, że problemem nie był budżet, lecz jedna inwestycja.
Analizując przebieg całej sesji trudno oprzeć się wrażeniu, że spór nie dotyczył ani ogólnej kondycji finansowej miasta, ani większości inwestycji zapisanych w budżecie. Potwierdzają to wyniki głosowań. Uchwała budżetowa została przyjęta wyraźną większością. Wieloletnia Prognoza Finansowa została odrzucona dokładnie w momencie, gdy zawierała zapisy związane z ulicą Łychów. Gdy po przerwie zadanie usunięto, ta sama rada przyjęła dokument stosunkiem głosów 17 do 0.
Spór nie przebiegał więc między zwolennikami i przeciwnikami budowy drogi. Dotyczył przede wszystkim odpowiedzi na trzy pytania: czy magistrat właściwie prowadził przygotowania inwestycji w ostatnich miesiącach, czy procedura ZRID jest rzeczywiście jedynym możliwym rozwiązaniem oraz czy warto dać jeszcze szansę na porozumienie z właścicielami dwóch działek niezbędnych do realizacji projektu.
Jeżeli zapowiadane rozmowy nie przyniosą rezultatu, temat ulicy Łychów niemal na pewno wróci na forum Rady Miasta podczas kolejnych sesji. Tym razem jednak radni jasno pokazali, że to właśnie ta inwestycja, a nie budżet jako całość, pozostaje osią politycznego sporu w Bochni.
K. Stompór